Z urzędu do szkoły- rozmowa z Lucyną Rakowicz
Była Pani pierwszą kobietą na burmistrzowskim stanowisku w historii Bytowa. Czy czuła się Pani dzięki temu wyróżniona?
Na pewno było to ogromne wyróżnienie i nie żałuję tego, że tak się stało. Myślę, że gdyby każda kobieta dostała taką możliwość, zapewne by z niej skorzystała. Było to niesamowite wyróżnienie, a z drugiej strony bardzo trudna decyzja do podjęcia. Propozycja, która nie zdarza się codziennie i nie zdarza się każdemu. Do dnia dzisiejszego nie wiem, dlaczego byłam to akurat ja. Nie prowadziłam w tej kwestii dochodzenia (śmiech). Zapewne i dla Pana burmistrza była to trudna decyzja, bo musiał obdarzyć zaufaniem osobę, której wcześniej nie znał i za to zaufanie serdecznie mu dzisiaj dziękuję. Mam też nadzieję, że stanęłam na wysokości zadania (śmiech).
Z tego, co wszyscy pamiętamy, nie interesowała się Pani zbyt nadto polityką. Co więc przyczyniło się do podjęcia decyzji o pracy w urzędzie?
Zdaję sobie sprawę, że rzeczywiście stanowisko zastępcy burmistrza było stanowiskiem politycznym i jest takim nadal. Poza polityką jednak do wykonania jest tam bardzo dużo pracy i moja rola, jako zastępcy burmistrza, dotyczyła skupienia się przede wszystkim na tej pracy. Nad niektórymi sprawami nie pracuje tylko jeden człowiek, a zespół ludzi. Starałam się skoncentrować nie tylko na kierowaniu, rządzeniu ludźmi, ale na pracy z nimi. W wywiadach, które pojawiały się na samym początku mojej pracy urzędnika powiedziałam, że traktuję pracę jako współpracę i tak rzeczywiście było.
Jak podobała się Pani praca na stanowisku wiceburmistrza?
Była to praca bardzo trudna, niekiedy bardzo wyczerpująca, czasami denerwująca. Szczególnie wtedy, kiedy chciałoby się komuś pomóc, a zasady prawa nie do końca na to pozwalały. Nie mniej jednak było to niesamowite doświadczenie, którego życzę każdemu. W szczególności tym osobom, które tak bardzo mocno obserwują, krytykują i żyją pracą urzędników. Właśnie im poleciłabym takie doświadczenie, ponieważ nie da się opisać pracy w urzędzie, nie pracując tam. Trzeba tam być, zobaczyć, coś porobić, żeby dopiero odczuć, jak jest naprawdę. Poznałam w urzędzie wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym poznałam zasady działania urzędu i wszystkie niezbędne procedury. Za to wszystko bardzo im dzisiaj dziękuję. Dodam jeszcze, że bardzo trudno było mi odejść z tej pracy, właśnie ze względu na superludzi, których tam poznałam.
Teraz powróciła Pani do pracy w szkole. Czy jest to praca z powołania?
Jak najbardziej jest to praca z powołania. Czuję się bardzo szczęśliwym człowiekiem, co nie oznacza, że będąc zastępcą burmistrza nie byłam. Uważam jednak za bardzo ważne wykonywanie w życiu takiej pracy, która sprawia nam przyjemność, do której nie jesteśmy namawiani, czy też zmuszani. Gdyby każdy mieszkaniec Bytowa pracował z przyjemnością i kochał swoją pracę, myślę że wtedy wykonywana byłaby naprawdę dobrze. Dzisiaj wiele rzeczy warunkuje to, jak pracujemy, gdzie pracujemy, dlaczego pracujemy, czy też na ile poświęcamy się swojej pracy. Zdaje sobie sprawę, że wielu ludzi kształciło się w zupełnie innym kierunku, jednak realia życia codziennego sprawiły, że pracują w zupełnie innym charakterze. Mimo to bardzo ważne jest to, żeby pracę lubić i poświęcić się jej na tyle, żeby była wykonana porządnie.
W której roli czuje się Pani lepiej, urzędnika czy nauczyciela?
Praca urzędnika jest bardzo specyficzna. Przyznam szczerze, że miałam dziwne odczucia idąc do pracy w urzędzie. Bałam się, że będę musiała siedzieć za biurkiem przez osiem godzin dziennie. Praktyka jednak pokazała zupełnie coś innego. Być może to, że wydziały, które miałam pod sobą były bardzo specyficzne i była to raczej praca w terenie, z ludźmi, dla ludzi i czasami naprawdę brakowało czasu, żeby wszystko wykonać. Trudno mi powiedzieć, która praca jest lepsza, czy ta w urzędzie, czy ta dzisiaj. Pomimo tego, że tamta praca nie była moją wymarzoną, zadziało się tak, że akurat tam trafiłam. Nie potrafię postawić znaku równości między jedną, a drugą. Są zdecydowanie od siebie różne i odmienne. Dzisiaj mogę powiedzieć, że naprawdę nie żałuję, iż pracowałam jako zastępca burmistrza. Było to doświadczenie, które postaram się wykorzystać w pracy nauczyciela.
Czy w najbliższej przyszłości planuje Pani wrócić do urzędu?
Nie mam takich planów. Naprawdę nie wiem, skąd wzięły się wszelkie plotki, które pojawiały się „po drodze”. Nie przymierzałam się do bycia żadnym kierownikiem w urzędzie, ani dyrektorem BCK- u, co jest ostatnio bardzo na czasie. Nie składam podania na dyrektora Bytowskiego Centrum Kultury i nie planuję pracy w urzędzie.
Jak ocenia Pani poziom nauczania i wychowania w polskich szkołach?
Poziom nauczania jest różny. Jednak myślę, że nie chodzi o to, jaki mamy poziom, tylko o to, co się ogólnie w szkolnictwie dzieje. Chodzi mi o wszelkie zmiany, reformy. Zmiany w systemie oświaty są dzisiaj drastyczne i wynikają w dużej mierze z nacisku rodziców. Należałoby chyba zadać pytanie, kto powinien odgrywać główną rolę w wychowaniu dzieci, nauczyciel czy rodzic. Moim zdaniem pełne wychowanie dziecka to jest rola rodzica. Poziom nauczania nie jest już taki, jak był kiedyś. Nie wiem, co na to wpływa, czy zmiany, które ogólnie zachodzą w społeczeństwie, czy może „moda” na pracę na zachodzie, czy w innym kraju, gdzie można zarobić więcej. Trudno mi dzisiaj oceniać, jak jest, ponieważ dopiero wróciłam do szkoły. Łatwo można jednak określić, że wyniki nauczania rzeczywiście są niższe. Nie wiem, czy wina leży po stronie nauczyciela, rodzica, czy samego ucznia, jego zaangażowania w proces uczenia się i tego, co chce w życiu osiągnąć. Przerażają mnie wszelkie zmiany, to na pewno.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Marcelina Błaszkowska













