Sztuka nie tylko dla sztuki
Galeria pani Grażyny ma już 10 lat
W życiu często bywa tak, że do spełnienia marzeń dochodzi się stopniowo. Na różnych etapach robimy różne rzeczy. Jednak w tym wszystkim najważniejsze jest to, by nie stracić pasji. Tylko ona może uchronić nas przed rutyną, a nawet więcej, pozwoli przyciągnąć do siebie innych ludzi. Właśnie chyba szczere oddanie i entuzjazm z jakim od 10 lat prowadzi swoją galerię Grażyna Fijałkowska powoduje, że dziś Bytów bez niej nie byłby taki sam.
Rozmowa z Grażyną Fijałkowską, właścicielką galerii „Wieża c.d.”.
- Pomysł na stworzenie galerii „z prawdziwego zdarzenia” w tak małym mieście jak Bytów, był chyba dość odważny. Skąd się wziął?
- Zawsze pasjonowała mnie sztuka. Wcześniej nie mogłam się tym zajmować. Pracowałam jako położna, wychowywałam dzieci. Z czasem jednak dzieci zaczęły opuszczać dom. Natomiast po kilkudziesięciu latach spędzonych w szpitalu przestałam się rozwijać. Powoli wkradała się rutyna. To był najlepszy moment na to, by rozpocząć coś nowego. Postanowiłam zająć się tym, co zawsze kochałam – sztuką. Początkowo znajomi patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Niektórzy pukali się w czoło, mówiąc, że szybko zamknę swoją działalność. Jednak razem z mężem upatrzyliśmy sobie starą wieżę pokościelną. Tam się wszystko zaczęło i trwa do dziś, chociaż już w nowym miejscu.
- Dziesięć lat to sporo czasu. Czemu zawdzięcza Pani sukces?
- Przede wszystkim ludziom. Ja dzielę się tym, co kocham. Stwarzam bytowiakom alternatywę. Mogą robić cokolwiek chcą. Jeśli wybiorą odwiedziny w galerii, jestem szczęśliwa. Jest w naszym mieście pewna grupa ludzi, która aktywnie interesuje się tym, co dzieje się tu dzieje. Chociażby ze względu na nich nie mogę i nie chcę stać w miejscu. Nikt nie będzie miał ochoty na to, by wciąż oglądać te same wystawy... chcę wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom. To właśnie ludzie są moją siłą i bodźcem do rozwoju.
- Właśnie, w galerii wciąż pojawia się ktoś nowy, a przecież nasze miasto nie jest ani duże ani niezwykle atrakcyjne. Trudno jest nawiązać kontakty ze środowiskiem artystycznym i ściągnąć jego przedstawicieli do Bytowa?
- Bardzo ciężko było na początku. Kiedy mówiłam: Bytów, niektórzy myśleli o Bytomiu na południu Polski. Byli zaskoczeni, gdy wyjaśniałam, że to na Kaszubach. Część nie chciała pokazywać swoich prac w takiej mieścinie. Jednak w końcu niektórych udało się przekonać. Większość Bytów mile zaskoczył. Dziś wielu zgłasza się do mnie samych. Czasami muszę wybierać między różnymi propozycjami. Z niektórymi artystami współpracuję regularnie.
- Więc Bytów znalazł swoje miejsce w kalendarzu i zdaje się, że w sercu niejednego twórcy. A co z naszymi mieszkańcami?
- Niesamowite jest to, że udało się zjednać przychylność artystów, że chcą do nas przyjeżdżać, wystawiać prace. Galerię często odwiedzają też turyści. Jednak to są sezonowe odwiedziny. Natomiast galeria funkcjonuje przez cały rok. To zawdzięczam bytowiakom. Pomimo tego, że jesteśmy tu już tyle lat, wciąż przychodzą do nas ludzie, którzy nigdy wcześniej tego nie robili. Czasami wystawy, które zastają są dla nich kontrowersyjne. Nie zawsze zgadzają się z tym, co przedstawia artysta, ale przecież o to chodzi. Sztuka powinna uczyć tolerancji dla odmiennych poglądów.
- Jaka jest więc główna idea istnienia galerii?
- Myślę, że wbrew temu co mówili młodopolscy poeci, sztuka nie jest tylko dla sztuki. Ona jest dla każdego. Tak się składa, że najczęściej reaguje na nią jedynie wąskie grono odbiorców. Jednak to nie zmienia faktu, że jest dla wszystkich. Chcę, aby właśnie o tym wiedzieli nasi mieszkańcy. Chcę, aby każdy kto przyjdzie do galerii mógł czuć się swobodnie, wiedząc, że istnieje właśnie dla niego, a dzieła, z którymi może mieć styczność są po to, by każdy mógł się nimi cieszyć.
- Tego właśnie Pani i sobie życzymy. Dziękujemy za rozmowę.
Z Grażyną Fijałkowską rozmawiała Magda Cichosz.













