PREZENT
Grupka dzieci z zachwytem wpatrywała się w stojącą na środku sali choinkę. Właściwie ich wzrok przyciągało nie tyle wspaniale przybrane drzewko, co leżące pod nim i pobłyskujące w świetle kolorowych lampek prezenty. Było ich mnóstwo, duże i małe, w wielobarwnych opakowaniach, niektóre opasane szerokimi wstęgami uwieńczonymi wielką kokardą, jeszcze inne o tajemniczych kształtach, szczególnie pobudzających ciekawość.
- Dzieci, chwyćcie się za ręce i otoczmy kręgiem choinkę.
Wychowawczyni złapała rękę Michała i pociągnęła go lekko w tamtą stronę. Pozostałe dzieci podchwyciły to z entuzjazmem i rzuciły się z krzykiem w stronę drzewka, próbując dosięgnąć po drodze czyjeś dłonie.
- Spokojnie! Spokojnie! – Pani uśmiechnęła się, nie tracąc cierpliwości. – Stańcie tutaj. Chcę wam coś jeszcze powiedzieć.
Dzieci zamilkły, wpatrując się w górę prezentów. Michał spojrzał z ciekawością na opiekunkę, nie puszczając jej ręki. Lubił panią Halinę, ale bał się nawet pomyśleć, jak fajnie byłoby mieć taką mamę jak ona. Odkąd zamieszkał w tym sierocińcu, wciąż próbował pozbyć się swoich wspomnień i marzeń, bo sprawiały mu za dużo bólu. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że kiedy zasypiał, śnił mu się prawdziwy dom, z mamą, tatą, własnym łóżkiem i miejscem przy stole, z szafką, w której trzymałby tylko swoje rzeczy i szufladą na specjalne skarby. Tak było kiedyś, ale odkąd musiał zamieszkać tutaj, wszystko się zmieniło.
Głos pani Haliny wyrwał go z zadumy.
- Dzieci, widzicie, że pod choinką jest dużo prezentów. Dla każdego wystarczy, ale nie są podpisane. Każdy musi sam jakiś wybrać. Zaśpiewamy razem i zatańczymy wokół drzewka, a wy w tym czasie upatrzcie sobie coś dla siebie.
Dzieci trzymając się za ręce dreptały powoli wokoło w rytm nuconej piosenki, a ich błyszczące oczy wypatrywały czegoś specjalnego. Niestety, nie wolno zajrzeć do środka, jedynie opakowanie może zdradzić zawartość. Michał przyglądał się podłużnej paczce. Jej kształt kojarzył mu się z karabinem, jaki miał kiedyś w domu, ale zdobiąca wszystko wielka różowa kokarda jakoś mu do tego nie pasowała. Za to w tym błyszczącym celofanie na pewno są słodycze! Widać cukierki w kolorowych papierkach, jakiś batonik i paczkę ciastek. Teraz zauważył ogromne pudło owinięte w papier z nadrukiem różnych marek samochodów. Jeśli to taki duży samochód, do którego można wsiąść i nim kierować, i ma prawdziwy klakson i nawet światła, to jest to prezent, o jakim zawsze marzył! Obok niego zauważył niewielki pakunek, który wydał mu się szczególnie intrygujący, bo pośród tych kolorowych i błyszczących wyglądał zupełnie inaczej. Wielkości szkolnego zeszytu, owinięty w śnieżnobiały papier i przepasany cienką czerwoną wstążką, w której połyskiwała złocista nić, w niezwykły sposób przyciągał uwagę Michała. Nie miał najmniejszego pomysłu na zawartość takiej małej, płaskiej paczki. Szkolne zeszyty albo jakieś małe książeczki nie nadają się chyba na świąteczne prezenty… Każdy chciałby dostać coś większego. Tu jest tyle prezentów do wyboru. Kto wybrałby coś tak małego i niepozornego? Idąc dalej w koło, pośród innych dzieci, próbował znaleźć coś odpowiedniego dla takiego chłopca, jak on. Teraz jednak zauważył jeszcze jedną białą paczuszkę wciśniętą między dwa kolorowe pudła, i jeszcze jedną pod wielką celofanową kulą ze słodyczami. Dostrzegł ich więcej, nawet na gałązkach choinki, pomiędzy kolorowymi bombkami…
- Dzieci, czy już każde z was zdecydowało, jaki prezent wybierze? Za chwilę każdy będzie mógł odebrać swoją paczkę.
Michał miał prawdziwy mętlik w głowie. Czy woli ten duży samochód, który oby był samochodem, czy może słodycze? A może jednak taką zagadkową białą paczuszkę z czerwoną wstążeczką..? Chyba wszystkie dzieci będą się z niego śmiać, jeśli ją wybierze.
- Jarku, który prezent wybierasz? – Wychowawczyni zaczęła od najstarszego chłopca z grupy.
Ciemnowłosy chłopak odsunął jakiś karton i z triumfalnym błyskiem w oczach wyciągnął spomiędzy gałązek choinki swój upatrzony pakunek.
- Ooo!!! To chyba rower! – Niektórzy chłopcy z zazdrością spoglądali na znajome kształty spowite kolorowym papierem. Maciek oderwał kawałek opakowania osłaniający czarne siodełko.
- Jeszcze nie rozpakowujemy! – Zaprotestowała wychowawczyni. – Dopiero, gdy wszyscy dokonają wyboru.
Następna po swój prezent wyszła Monika, sięgając po okrągłe pudło z wielką srebrzystą kokardą. Potem Przemek z wielkim trudem wysunął spomiędzy innych podarków ogromny pakunek w samochodowe znaki firmowe. Michałowi zrobiło się trochę żal, ale pomyślał, że to mu właściwie ułatwiło wybór. Kiedy pani Halina wywołała jego imię, już się nie wahał, ale podszedł prosto do białego pakieciku, który spadł na podłogę przy wyciąganiu innych prezentów. Jarek, który stał obok, trzymając swój nowy rower, parsknął śmiechem.
- Michałek znalazł sobie książeczkę do kolorowania! To może w tej drugiej paczuszce znajdą się kredki? Niestety, pani pozwoliła wziąć tylko jedną. – Jego kpiący śmiech podchwyciło jeszcze kilku kolegów.
Michał poczuł, jak twarz oblewa mu rumieniec. Przyłączył się do grupy tych, którzy mieli już swoje podarunki, ale starał się stanąć jak najdalej od Jarka i jego kumpli. Zrobiło mu się trochę raźniej, gdy zauważył, że Krysia, która właśnie wybierała prezent, także sięgnęła po biały pakunek.
Gdy wszyscy mieli już swoje paczki, wychowawczyni pozwoliła je rozpakować. Po chwili zrobił się straszny galimatias. Wszyscy zrywali wstążki, szeleścili papierami, chcąc jak najszybciej odkryć ich zawartość. Pucołowaty chłopczyk z piegowatą buzią rozpłakał się, widząc że inni wyjadają jego słodycze, które rozsypały się po podłodze.
Monika wrzuciła z powrotem do okrągłego pudła różową spódniczkę z tiulowymi falbankami i srebrzyste baletki, które okazały się na nią za małe. Jarek z rozczarowaniem oglądał stary, używany rower, który nie miał nawet tylu biegów, co ten, którego pożyczał od starszego brata, a Przemek zdejmował papier z kolejnego, coraz mniejszego pudła i już nie liczył na to, że w tym ostatnim znajdzie fajne, duże auto. Michał postanowił znaleźć sobie jakieś zaciszne miejsce, zanim rozpakuje swój podarunek, ostrożnie zsunął czerwoną wstążeczkę i rozchylił biały papier. Jego oczom ukazała się sztywna, złota koperta, zaadresowana kształtnym pismem. Wewnątrz nie było nic, prócz jednej zapisanej kartki.
- Czy to list do mnie? – Zastanawiał się Michał. Rozejrzał się po sali, próbując znaleźć Krysię. Zobaczył ją siedzącą na jednym z krzesełek ustawionych pod ścianą. Krysia czytała podobny list uśmiechając się do siebie. Michał jeszcze nie umiał czytać. Włożył list do złotej koperty, ukrył ją w białym papierze i podszedł do pani Haliny.
- Proszę mi przeczytać, co tu jest napisane. To chyba list do mnie.
Opiekunka uśmiechnęła się do malca.
- Tak, to na pewno list do ciebie. Sam go wybrałeś. Na kopercie jest napis: „Mojemu kochanemu dziecku.”
- Naprawdę? To do mnie? Proszę mi przeczytać to, co jest w środku. - Michał był wyraźnie podekscytowany.
Pani Halina wyjęła z koperty zapisaną kartkę i czytała ją, nie przestając się uśmiechać.
Moje kochane dziecko, cieszę się, że spośród tylu podarunków wybrałeś właśnie ten. Może wygląda niepozornie, ale to najcenniejsza rzecz, jaką mogę ci dać. Tym darem jest moja miłość. Chcę, żebyś wiedział, że miałem kiedyś synka. Otaczaliśmy go miłością i bogactwem, by wiedział, że jest dla nas kimś wyjątkowym. Niestety, śmierć zabrała go nam i moje serce krwawiło. Dzięki temu jednak, możesz się dziś przekonać, że w moim sercu jest miejsce dla wielu synów i córek. Twój wybór otworzył ci drzwi do mojego domu i nowej rodziny. Wszyscy się z tego bardzo cieszymy.
Twój kochający Tato
Wychowawczyni ujęła dłoń oniemiałego z wrażenia Michała, przykucnęła i patrząc wprost w jego oczy, zapytała cicho:
- Jeśli chcesz, to przedstawię ci twoich nowych rodziców.
Michał patrzył na panią zdumiony.
- No pewnie, że chcę!
„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.”
1Jan3;1
Wszystkim Mieszkańcom Ziemi Bytowskiej,
życzę, by narodzony w stajence
Zbawiciel nas wszystkich, Jezus Chrystus
znalazł w naszych sercach miejsce godne Króla.
Niech Jego obecność wypełni nasze życie
sprawiedliwością, pokojem i radością.
Adam Burandt,
Pastor Kościoła Zielonoświątkowego w Bytowie












