Czy banalna zmiana opatrunku w Poradnii Chirurgicznej w Bytowie może być przyczyną frustracji pacjenta?
Okazuje się, że tak.
Miałam okazję się o tym przekonać będąc świadkiem pewnego zdarzenia. Sztuka medyczna jest bardzo trudna i nieprzewidywalna w skutkach. Nie sposób stwierdzić jakie skutki mogły by być po zastosowaniu innego leczenia. Nie sposób też nam oceniać zachowania lekarza i jego podejście do pacjenta. Jako obserwatorzy, bądź pacjenci możemy określić dane zachowanie i określić nasze osobiste odczucia z całego zdarzenia. W tym jednak przypadku sytuacja jest zbyt trudna i nie sposób nawet określić zachowania lekarza pracującego w tej poradni, który swoje, wydawałoby się podstawowe obowiązki, wykonuje na wyraźny wniosek pielęgniarki, czy asystentki.
Sprawa, z którą zgłosiła się pacjentka nie była zbyt skomplikowana. Dotyczyła urazu uda, który trzeba było obserwować i wizyty w poradni były bardzo zasadne. Jednak rana nie goiła się tak jak przewidywano i potrzebna była zmiana w leczeniu. I tu... właśnie nastąpiła pierwsza sytuacja, która wpłynęła na taką reakcję pacjentki. Jak wcześniej wspomniałam, dopiero na wyraźny wniosek pielęgniarki lekarz prowadzący dokładnie przyjrzał się ranie i po tym zmienił sposób leczenia. Skierowano pacjentkę na oddział chirurgiczny. A co by się stało gdyby nie ta pielęgniarka? Nie będę jednak tego rozpatrywać, gdyż nie jestem lekarzem. Wyjaśnień natomiast szukałam w innej sprawie, która do reszty przelała kielich goryczy.
Po wyjściu ów pacjentki ze szpitala konieczna była konsultacja i dalsza obserwacja w poradni. Udała się więc do poradni, która według informacji na tablicy powinna być czynna do godz. 16:00, jednak jak się udało nam już ustalić w rozmowie z Zastępcą Dyrektora Lechem Wiszniowskim, lekarz pracujący w poradni przyjmuje od godz 8 do godz 15. Pacjentka pojawiła się w poczekalni ok. godz 14:40. Był tam też inny pacjent, który po chwili został przyjęty. Po wyjściu pacjenta z gabinetu lekarskiego, ten gabinet opuszcza bez słowa wyjaśnienia również i lekarz. Była to godzina 14:55. Informację, że lekarz poszedł już do domu, zainteresowana usłyszała od pani, która sprzątała szpital. Pacjentka została poinformowana, że za późno przyszła i odesłano ją na oddział. Lekarz mający akurat dyżur także nie obejrzał rany. Stwierdził, że pacjentka przyszła za późno, ale dodał że ma zejść na dół i ktoś zmieni opatrunek. Po kolejnym zdaniu, że pacjentka przyszła za późno, pielęgniarka z izby przyjęć dokonała zmiany opatrunku, jednak bez oględzin lekarskich.
Skierowałam pytanie do Zastępcy Dyrektora „O której trzeba przyjść prędzej do poradni, żeby zostać przyjętym?” zdając sobie sprawę, iż nie uzyskam jednoznacznej odpowiedzi. Udało mi się natomiast dowiedzieć, że wszyscy oczekujący pacjenci powinni być przyjmowani, a kiedy lekarz w poradni kończy swoją pracę dalsze obowiązki wykonuje lekarz mający dyżur na oddziale. Niby logiczne, jednak przynajmniej w tym przypadku widzimy, jak trudne do zrealizowania.
Zmiany, które od tego miesiąca zostały wprowadzone, a więc wydłużenie pracy poradni chirurgicznej we wtorek i czwartek do godz. 21:00 być może usprawnią pracę i dostęp pacjentów do poradni. Jednak nie zawsze o to chodzi we wprowadzanych zmianach.
Jak już wspomniałam specyfika tego zawodu jest bardzo trudna i wymagająca. Nie wymagamy od lekarzy ciągłej pracy jednak rzetelnej informacji. Nie nasza rola oceniać tutaj tą czy inną sytuację. Chciałam tylko przedstawić z pozoru banalną sytuację, aby poddać ją do przemyślenia nam samym i być może zmienić podejście wszystkich ludzi, pracujących z innymi lub dla innych ludzi. Czasami wystarczy gest, słowo, aby życie i relacje międzyludzkie stały się lepsze.
Temat pozostawiam do przemyśleń i dyskusji.












