BUDOWNICZY ŻYCIA
Rodzimy się na gruncie niewiedzy. Bez świadomości w jakim położeniu jesteśmy i jak będzie wyglądać końcowy efekt. Nasze życie, nasz grunt, początkowo kształtowane jest pod wpływem warunków otaczających nas, nie zawsze korzystnych. Z czasem nabycia pewnej świadomości uzbrajamy nasz grunt w wartości, które wydają nam się niezbędne do egzystencji. Przygotowanie gruntu pod dalsze działania wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania. Już wtedy wyobrażamy sobie w jakim świecie chcemy żyć i jakie warunki chcemy stworzyć. Lecz to są wyobrażenia, które jeszcze nie mają za dużo wspólnego z planami, z realnym kształtem.
I wtedy nadchodzi dzień, kiedy wyobrażenia zamieniają się w plany. W piękne, cudowne, wyniosłe plany. Niektóre może zbyt wyimaginowane i zbyt frywolne, a niektóre ....... może zbyt skromne.
I już we dwoje zaczynają realizować plany swoje. Już są gotowi by dźwignąć na barkach brzemię odpowiedzialności za to drugie życie. Małymi, początkowo niepewnymi kroczkami, wybierają projekt, wizję najwspanialszej budowy świata, najokazalszego postumentu i dorobku cywilizacji – MIŁOŚĆ.
Małżeństwo jest kamieniem węgielnym pod fundamentem dalszego, wspólnego życia. Cała konstrukcja, fundamenty im są mocniejsze, tym trwalszy będzie dom. Fundamenty zawsze są staranne i mocne, choć nie zawsze trwałe. A potem .... dzień po dniu, tydzień za tygodniem, rok po roku buduje się wspólny dom jak z cegieł. Każdy pamięta o zaprawie, która łączy każdy dzień jak cegła cegłę. Nigdy nie wiemy ile trudu i problemów spotkamy po drodze. Nigdy też nie zgadniemy ilu ludzi stanie nam na drodze i będzie chciało przerwać naszą budowę. Jakość cegieł i spoiwa zadecyduje o wartości domu. Ale tez i przyjdzie dzień znudzenia i niechętnie dostawiamy nową cegłę na swoje miejsce. Ale robimy tak bo nie można przerwać. Spoiwo mocne poskleja te cegły i wszystko będzie dobrze. A jeśli zapomnimy o spoiwie? Cegły dostawiamy ale nic ich nie łączy. Jak długo wytrzyma taka ściana? Ile czasu potrzebuje by rozsypać się jak domek z kart? I czy warto dalej budować taki dom?
Można budować dalej już sklejać dni, ale to miejsce zawsze będzie słabe i może później pod ciężarem kolejnych cegieł rozsypać się i nigdy nie załata się tej dziury. A życie w domu z dziurą w ścianie nigdy nie będzie bezpieczne ani szczęśliwe.
Można przerwać budowę, zakończyć etap w życiu nie dowiadując się nigdy jakie dzieło udałoby się nam stworzyć przy większym zaangażowaniu. Ale co wtedy, co dalej? Nie mieć własnego domu, bezpiecznej przystani własnego życia? Tułać się po bezdrożach, szukając stale własnego człowieczeństwa? Szukać w bezkresach namiastki domu wchodząc bezkarnie jak amnezja do innych żyć aby i oni zapomnieli o spoiwach? Czy rozpocząć kolejną budowę poczynając od wspaniałych planów, projektów? Czy odpowiedzialność za niedokończenie pierwszego niewinnego dzieła pozwoli na realizację kolejnych? Czy na fundamentach zła może zrodzić się coś dobrego??? Czy można rozliczyć i zakończyć definitywnie pewien czas, czas marzeń, trosk, radości, a może tylko złudzeń? A może jest na to jakiś sposób? A może spotkanie na swojej drodze pięknej Afrodyty lub silnego Atlasa, którzy z heroicznym poświęceniem chcą wspólnie nieść bagaż. Może ważne by ten bagaż nie był zbrukany krzywdą, bólem i łzami niewinnych.
Może, co jest rzeczą najtrudniejszą i najbardziej czasochłonną, naprawić uszkodzony mur, dbając aby spoiwo w miejscach osłabionych było jeszcze mocniejsze i wspanialsze. Prawdziwy budowniczy nie pozwoli na zniszczenie wspaniałego dzieła swego życia. Takie arcydzieło nawet najlepsi artyści mogą zrobić tylko raz w życiu. Nie każdy ma cierpliwość, siłę i odwagę by na nowo odbudować wspaniały mur miłości i uczciwości, zlepiając każdą cegiełkę spoiwem prawdy, miłości, skruchy, wiary i przebaczenia. Złych cegiełek nie można wymienić, ale można je świadomie schować i zakleić spoiwem prawdy, zrozumienia i wybaczenia. Ważne by mieć pełną świadomość jakie cegły są uszkodzone, żeby je wspólnie schować w miejscach na przestrogę, zaklejając jednak grubą warstwą cennego spoiwa życia.
Bo czymże jest życie jak właśnie nie tym by na starość usiąść we dwoje na ganku przed domem i popatrzeć za siebie, i w podziwie powiedzieć „jaki piękny i mocny dom zbudowaliśmy na wspaniałym gruncie. Będzie wzorem dla potomnych i zaczątkiem nowego gruntu – jakim jest życie”.














